20 stycznia 2019

Hormoz Island


Kolorowa wyspa warta zobaczenia!
Będąc po raz drugi w Iranie musieliśmy odwiedzić naszych znajomych. Pojechaliśmy na południe kraju, na wyspę Qeshm. O tym uroczym miejscu pisaliśmy TU i TU. Będąc na Qeshmie warto przeznaczyć 1 dzień (niecały) na zwiedzanie sąsiedniej, kolorowej wyspy Hormoz.

Twój plan dnia może wyglądać mniej więcej tak:
Wstajesz rano, płyniesz promem (godz. 7:00) do celu ok. 1,5 h. Na miejscu wynajmujesz kierowcę tuk-tuka, który obwiezie Cię po najciekawszych miejscach na wyspie, jesz pyszny obiad i wracasz na prom na godzinę 15:00.

Ruiny portugalskiej fortecy:


Słone skały (śnieżne góry) i piękna dolina tęczowa





Dolina skalnych Figur wiodąca do „końca świata”, czyli do przepaści nad Zatoką Perską


Kolorowe mandale (dywany) z piasku


Spacer po srebrnej plaży

Informacje praktyczne:
Prom z Qeshm do Hormoz - ok. 6 zł/os.
Wstęp na portugalską twierdzę - ok. 6 zł/os.
Przejazd tuk-tukiem po wyspie - ok. 20 zł

09 stycznia 2019

Yalda night, czyli najdłuższa noc w Iranie

Najdłuższa i najciemniejsza noc w roku to czas, kiedy przyjaciele i rodzina zbierają się, aby jeść, pić i czytać wiersze, szczególnie ukochanego przez Irańczyków, Hafeza.
Bohaterami nocy są granaty i arbuzy - ich czerwony kolor to podobno symbol wschodzącego słońca, a tym samym blasku życia.

Po roku przerwy w podróżowaniu, dotarliśmy ponownie do Iranu. Poprzednim razem trafiliśmy z lotniska prosto na obchody święta Aszura (link), tym razem świętowaliśmy razem z przyjaciółmi z Iranu Shab-e Yalda, czyli najdłuższą noc w roku. Dla mnie było to święto szalonego arbuza :-) Zobaczcie sami:
Tort arbuz- czemu nie? świeczka arbuz- czemu nie? Miseczki arbuz - czemu nie? i mogłabym tak wyliczać bez końca :-)

Nasi przyjaciele spędzili cały dzień na przygotowaniach: zakupy, gotowanie, strojenie mieszkania. W ich przypadku Yalda Night, oznaczało także zapoznanie się dwóch rodzin. Wieczór należał do Fatime i Hameda – przyszłych małżonków.

Udekorowany stół na którym leżą prezenty dla przyszłej Pani Młodej, choinka ubrana specjalnie dla nas i szalony arbuz oczywiście :-)

W dużym salonie zgromadziło się ok. 30 osób, na początku podano herbatę, następnie na rozłożonej na podłodze ceracie, gospodynie zaczęły przynosić półmiski pełne smakołyków. Dzieci siedziały w mniejszym pokoju (na wejściu każde dziecko dostało drobne podarunki od przybyłych gości). Po uczcie przyszedł czas na tańce przy głośnej muzyce i radosne śpiewy. W rytm irańskich przebojów tańczyły: panie, panowie, dzieci, i wszyscy razem. Hulankom nie było końca. Zabawa trwała do wczesnych godzin porannych.

Uczta przy suto zastawionym 'stole' :-)

Około północy przerwano na chwile tańce, aby uroczyście rozkroić arbuza :-) a następnie zjeść go, a także wspomnianego wcześniej, równie ważnego granata i pyszne ciasteczka.

07 listopada 2017

Przesiadka w Atenach

Lądujesz w Atenach i masz kilka godzin do następnego samolotu? Wsiadaj w metro i jedź na Akropol! Rozprostujesz kości przed kolejnym lotem i nasycisz oczy pięknymi widokami!
Sprawa jest banalnie prosta:
- Na lotnisku znajduje się metro, które zabierze Cię do centrum Aten.
- Na Akropol jedzie ok. 40 min.
- Bilet na konkretną stację kupisz przy bramkach wejściowych do metra.
- Wejście na sam Akropol to mała wspinaczka, na którą musisz przeznaczyć również ok. 40 min w jedną stronę.
- Zwiedzanie wzgórza Akropolu nawet „na szybko” zajmie i tak sporo ponad godzinę!

Między lotami mieliśmy 9 godzin. W tym czasie spokojnie zdążyliśmy pospacerować po pięknych, ateńskich uliczkach, zwiedzić Świątynię Zeusa, wejść na Akropol i zjeść obiad.




Turystów na Akropolu jest sporo.
 Widoki ze wzgórza w drodze na Akropol:



W Świątyni Zeusa

Informacje praktyczne:
2 bilety na metro w dwie strony: 36 euro
2 bilety do świątyni Zeusa: 6 euro
2 wejściówki na Akropol: 20 euro
Obiad dla dwóch osób: grecka musaka i „gołąbki”: 19 euro

Istnieje też bilet „karnet” na siedem atrakcji (Akropol plus jego zbocza, Agora ateńska, Agora rzymska, biblioteka Hadriana, Keramejkos, Świątynia Zeusa Olimpijskiego. Ważny 5 dni. Cena: 30 euro (karnet ulgowy 15 euro). Na pewno warto go kupić, jeśli zatrzymacie się tu dłużej.

02 listopada 2017

6 000/24, czyli podsumowanie podróży do Iranu

24 dni spędzone w pięknym Iranie:
= przejechane ok. 6 tysięcy kilometrów
= noclegi w 12 miejscach



Poniżej trasa i linki do konkretnych miejsc:
Pętla mająca około 6 tys. km
Iran – start
Teheran i Gorgan
Teheran – Pałac Golestan i Bazar
Kang – górzysta wioska
Gondbad
Kaluts – najgorętsza pustynia
Kerman
Bam – twierdza
Bandar Abbas – zatoka perska
Qeshm – dojazd i dzień atrakcji
Szusz
Czocha Zanbil - Ziggurat
Szusztar – wodne młyny
Persepolis
Sziraz – co zobaczyć i co zjeść
Isfahan TU i TU
Yazd - Kharanagh
Yazd – miasto labiryntów

Dziewczyny w ogrodzie Pałacu Golestan, więcej o tym miejscu: TU


Kebab - wątróbka z barana (70 000 riali):

Plac Immana w Esfahan:


Kebab z barana i kurczaka, do tego 2 talerze ryżu, sałatka i woda (wyżerka dla dwóch osób za 390 000 riali):
Można najeść się do syta!
Podpatrzone gdzieś w łazience:
Ktoś używał takich szamponów? :)

Marzenie każdego kierowcy, paliwo litr za 1 zł:


 Może się przydać:
- Płyn do soczewek kontaktowych możesz kupić w Aptece – małe opakowanie kosztuje ok. 20 zł.
- Pocztówki nie są chyba popularne w Iranie. Przynajmniej nigdzie nie znaleźliśmy takich standardowych, udało nam się kupić kartki do wysłania w cenie 1 zł za 1 sztukę. Za 3 znaczki zapłaciliśmy ok. 10 zł.
Kartka, którą wysłaliśmy do Polski.

24 października 2017

Yazd – miasto labiryntów

W Yazd zatrzymaliśmy się na 3 noce i za każdym razem, gdy próbowaliśmy dojść z miasta do hotelu Kalout, gubiliśmy drogę. Kalout mieści się w starej części miasta, pięć minut od Meczetu Piątkowego (chyba, że błądzisz w labiryntach, wtedy trochę dłużej ;) ).
Na szczęście właściciel namalował na ścianach labiryntu pomocne strzałki, w przeciwnym razie spalibyśmy na ulicy :)
Ok, może trochę przekoloryzowaliśmy, ale spacery po starej części miasta to jedna wielka przygoda w labiryncie :)

Yazd jest turystycznym miastem, z wieloma atrakcjami i z dużą ilością miejsc noclegowych.
Polecamy Wam jednak nowo otwarty, przyjemny hostel Kalout, którego nie znajdziecie w starych przewodnikach. W cenie noclegu otrzymacie pyszne śniadanie, a także rozmowy z turystami z całego świata i miłą atmosferę panującą na patio.

Kolorowe patio hostelu Kalout
Jedno z wnętrz w hostelu Kalout
Wizytówka :)
W polecanym z przewodnika „Silk Road Hotel” nie znaleźliśmy wolnego miejsca noclegowego. Zjedliśmy tam jednak kolację (mięso z wielbłąda). To spory hotel, w którym nie ma tak miłej atmosfery jak w Kalout.

Mięsko z wielbłąda
Kilka słów o atrakcjach miasta Yazd:
Ateszkade - Zoroastryjska świątynia czcicieli ognia. Odpuście ją sobie – uwierzcie – w środku znajduje się waza z ogniem – miejsce przeszklone. Podobno ogień pali się nieprzerwanie od 470 r n.e., a spalane jest drewno brzoskwiniowe i migdałowe. No i żeby płacić 8 zł za zobaczenie ognia… według nas nie warto.
Zdjęcie specjalnie dla Was - to cała atrakcja świątyni Ateszkade

Nachl – to drewniana konstrukcja w kształcie liścia, która symbolizuje trumnę Imama Husajna, niesiona w procesji podczas muharramu (pierwszy miesiąc w kalendarzu muzułmańskim):
Nachl

Wieże milczenia – dojechaliśmy do nich miejskim autobusem. Dwie wieże – jedna dla kobiet druga dla mężczyzn, na których kiedyś zostawiano ciała zmarłych na pożarcie drapieżnych ptaków. Sporo turystów przyjeżdża tu na koniec dnia, żeby podziwiać z wież zachód słońca.

Wzgórze dla pań, zdjęcie robimy ze wzgórza dla mężczyzn

Atrakcji w Yazd jest całe mnóstwo. Nie opiszemy wszystkich, żebyście mieli większą niespodziankę będąc w Yazd ;) Poniżej ceny biletów wstępu.

Może się przydać:
Nocleg w Kalout – 600 000 riali za noc
Bilet do Lahra House Lori – 80 000 riali
Bilet do Watermill – 150 000 riali
Bilet do Świątyni ognia – 80 000 riali
Mięso z wielbłąda plus ryż z zieloną papryką i jogurt w Silk Road Hotel – razem 520 000 riali

Do Yazd przyjechaliśmy pociągiem z Esfahan - podróż trwała 4 godziny. Bilet 47 zł za 2 os.

Z Yazd do Teheranu również dostaliśmy się pociągiem - 8 godzin - bilet 94 zł za 2 os.

16 października 2017

Chłopak z latawcem

Jest południe. Wkurzeni, że przez ostatnie kilka godzin nie udało nam się dojechać do Kharanagh, stoimy na przystanku autobusowym i nie wiemy co dalej robić. Byliśmy już na dużym dworcu autobusowym, potem na małym dworcu minibusów w drugiej części miasta. Wszędzie odprawiali nas z kwitkiem. W akcie desperacji weszliśmy nawet do turystycznego biura podróży. Jednak nie chcemy korzystać z zorganizowanej wycieczki. Kręci nas podróż na własną rękę, niczym wolne ptaki ;)
Turyści z hostelu w Yazd, w którym nocujemy mówili, że zorganizowaną, całodniową wycieczkę nieco by zmienili: zamiast trzech atrakcji, woleliby zobaczyć dwie i w Kharanagh być dłużej. Wiadomo jak to jest na zorganizowanych wyjazdach: wszystko robisz z zegarkiem w ręku - wszędzie musisz być na czas. Widzisz jedynie to co Ci pokażą, zjesz tam, gdzie Cię zawiozą (zamiast na przykład w knajpie obok, gdzie jedzenie jest znacznie smaczniejsze). I niedajboże niech Ci jeszcze spróbują wcisnąć jakąś pamiątkę z zaprzyjaźnionego sklepu. Już to przerabialiśmy: połowa przygody ucieka ci koło nosa. A przede wszystkim nie masz takiej satysfakcji jak z odbytej, samodzielnej wyprawy.


Ruiny wioski Kharanagh

Kharanagh
Nagle pojawia się on. Wyrasta jakby z ziemi. Ciemnowłosy, wysoki mężczyzna, nowocześnie ubrany, lśniący uśmiech. Jak zwykle w tym kraju CHCE NAM POMÓC. Niechętnie i dość nieufnie mówimy dokąd próbujemy się dostać. I co słyszymy?
- NO PROBLEM! Zawiozę Was!
- Hahaha! Dobre żarty - myślimy sobie. Pół dnia nie udało się tam dojechać. Wiemy już, że nie jest łatwo, a on chce nas tak po prostu tam zawieźć?

I wiecie co? To był jeden z najlepszych tripów jakie odbyliśmy w tym kraju z extra przewodnikiem - Behnamem!
Behnam - super przewodnik!

Karawanseraj w którym można nocować
Na dachu karawanseraju
Behnam pokazał nam w Kharanagh odnowiony karawanseraj funkcjonujący jako hotel, oprowadził nas po ruinach, wiele o nich opowiedział, zabrał nas na obiad do samotnie mieszkającej wdowy (dzieci wyprowadziły się do Yazd, jak większość młodych ludzi z tej wioski), a na koniec wycieczki wyciągnął z auta arbuza i latawiec. Siedzieliśmy na starym moście, kilkadziesiąt metrów nad ziemią i zajadaliśmy się soczystym arbuzem, a potem puszczaliśmy latawiec nad przepaścią. To są chwile, których się nie zapomina :)

Obiad u mieszkanki Kharanagh: warzywna potrawka (bakłażan, fasola) z kozim mlekiem i domowy okrągły chleb "Korno"
Sposób jedzenia
 Kilka widoków znad ruin:





Charakterystyczne kołatki do drzwi: dla pań i panów

Wiecie o co chodzi z tymi kołatkami? Wydają inny dźwięk, wiec domownicy wiedzą, czy przyszedł mężczyzna czy kobieta. Jeśli ten pierwszy, mieszkanki domu szybko muszą założyć chustę na głowę. Możliwe też, że mężczyźnie drzwi otwierał mężczyzna, a kobiecie kobieta.



Może się przydać:
Kharanagh to stara wioska, a dokładnie ruiny wioski. Miejsce oddalone o ok. 80 km od Yazd (nieco ponad godzina jazdy autem).

W Kharanagh znajduje się też odnowiony karawanseraj, funkcjonujący jako hotel. Chyba niewiele osób o nim wie. Dla zwiedzających obowiązuje bilet wstępu: 10 zł/ os.

Z Behnam umówiliśmy się na 10 zł za każdą godzinę którą z nami spędzi.

Pyszny obiad u babci-wdowy kosztował 15 zł/ os.

Nadal nie wiemy jak komunikacją miejską dostać się do Kharanagh. Naszą złość potęgował fakt, że powtarzaliśmy historię kolegi turysty, który dzień wcześniej poświęcił cały dzień na samodzielne dostanie się do tej wioski i mimo to nie udało mu się dojechać.

Przykładowa oferta zorganizowanej wycieczki, czyli coś czego staramy się unikać

23 sierpnia 2017

Polecamy i odradzamy, czyli co i gdzie w Isfahan

Dzisiejszym postem kończymy przygodę z atrakcyjnym miastem Isfahan (Esfahan). Jeśli wybieracie się do Isfahanu mamy dla Was kilka wskazówek i opinii.
A jeśli już byliście w Isfahanie, to podzielcie się Waszymi spostrzeżeniami: co warto zobaczyć, a czego lepiej unikać.
O placu Imana – numer jeden na naszej liście przeczytacie TUTAJ, a o suchej rzece, 11 mostach i kulinarnych odkryciach piszemy TUTAJ.

Nowa Dżulfa
Dziś zapraszamy Was do dzielnicy ormiańskiej – Nowa Dżulfa. Znajduje się po drugiej stronie rzeki Zajadane, przechodzimy przez ciekawy most Si-o Se Pol (więcej o mostach TU) i trafiamy jakby do innego świata: czysto, bogato, nowocześnie. Chyba najbardziej uderza w oczy nowoczesność. Jest inaczej, ciężko to opisać – trzeba po prostu być :-) POLECAMY!
W dzielnicy ormiańskiej byliśmy w kościele Świętego Josepha. Obok kościoła, na tym samym dziedzińcu znajduje się nowoczesne muzeum poświęcone dziejom mniejszości ormiańskiej. Ciekawostką znajdującą się w dwukondygnacyjnym muzeum jest włos z 1974 roku z wygrawerowaną sentencją – można go obejrzeć pod mikroskopem.

Dzielnica ormiańska w Isfahanie
Wejście do kościoła Świętego Josepha w dzielnicy ormiańskiej
Wnętrze kościoła Świętego Josepha
Pałac czterdziestu kolumn – Czehel Sotun
Piękny, nieduży pałac z basenem (stawem) przed frontem i cichym ogrodem wpisanym na listę UNESCO. Pałac wspiera obecnie 20, a nie 40 drewnianych kolumn :-) w zaciszu ogrodu można wypić tu dobrą, perską herbatę – POLECAMY to miejsce.

Pałac czterdziestu kolumn
Widok z Pałacu na wejście do obiektu

Ogród przy Pałacu (UNESCO)
Czajchane (herbaciarnia) w ogrodzie Pałacu
Meczet piątkowy - Masjed-e Jāmé (Friday mosque)
Obiekt wpisany na listę UNESCO. Ogromne, piękne, zabytkowe miejsce. 20 tysięcy metrów kwadratowych do zwiedzania może naprawdę zmęczyć. Dlatego POLECAMY i radzimy nie zostawiać na koniec dnia – nam już trochę zabrakło sił.

Meczet Piątkowy przy zachodzącym słońcu
Dziedziniec Meczetu Piątkowego
Jedno z wnętrz Meczetu Piątkowego

Meczet Piątkowy
Medresa Madare Szach
Dawniej szkoła koraniczna i karawanseraj, dziś luksusowy Hotel Abbasi. Kogo stać niech nie waha się tu przenocować, a kto ma okrojony budżet może wejść do środka, nacieszyć oko, wypić herbatę w luksusach ;)

Hotel Abbasi
Dziedziniec Hotelu Abbasi

Poza opisanymi wyżej miejscami w Isfahanie jest jeszcze dużo więcej do zobaczenia: Wielki Bazar, Muzea, Pałace, Mosty – bardzo ciekawe miasto :-)

Wzgórze Ataszgah i Menar Dżonban
Na obrzeżach miasta znajdują się dwie „atrakcje” turystyczne, które spokojnie możecie sobie odpuścić. Miejskim autobusem za jakieś 20 groszy przejechaliśmy ok. 30 minut z centrum w kierunku wschodnim. Przy drodze znajdują się znaki kierujące na owe atrakcje (potwierdzenie że siedzimy w dobrym autobusie).
Wysiedliśmy przy „trzęsących minaretach” (Shaking Minarets) - Menar Dżonban – okazało się, że obiekt otwierają dopiero o 10, więc poszliśmy kawałek dalej (jakieś 2-3 km) na wzgórze ognia – Ataszgah. Wzgórze usypane z kamieni, nie jest bardzo wysokie, ale żeby wejść na szczyt trzeba się trochę wspinać (nie ma łatwej, wydeptanej ścieżki – jest trochę „dziko” – można niechcący zacząć iść mniej wygodną drogą – co nam się przytrafiło). Na samej górze znajdują się ruiny czcicieli ognia – wyznawców Zaratustry i mamy widok na miasto. Wstęp na górę kosztuje ok. 15 zł od osoby. Jeśli będziecie w Yazd to tam są ciekawsze wzgórza tychże wyznawców. Także to miejsce spokojnie można sobie odpuścić.

Wzgórze ognia - Ataszgah
Widok ze wzgórza
Widok ze wzgórza na miasto Isfahan
Zeszliśmy i złapaliśmy stopa do Menar Dżonban (Monar Jonban) – oczywiście Pan kierowca chciał na nas poczekać i zawieźć do swojego domu – już nawet zdążył do żony zadzwonić i powiedzieć, żeby szykowała jedzenie dla gości – oj nie łatwo było odmówić i wykręcić się z kolejnej gościnności :-) ale jakoś się udało. Na pokaz trzęsących minaretów (mają po 17 metrów wysokości, ustawione są na 10 metrowej ścianie) musieliśmy poczekać jakieś pół godziny. Atrakcja polega na tym, że patrzysz się na dwie wieże, na jedną wchodzi pan, za pomocą swojego ciała trzęsie jej ścianami od wewnątrz, i za chwilę zaczyna się trząść druga wieża oddalona o kilka metrów. Jakby kto nie zauważył tego drżenia, to do wież przyczepione są dzwoneczki, więc można usłyszeć, jak drugi dzwoneczek dołącza do pierwszego. Ot pokaz za ponad 20 zł od osoby. Kiedyś można było wejść samemu na wieże, ale w pewnym momencie zrobiło się niebezpiecznie i turyści oglądają wszystko z dołu. NIE WARTO! Żeby nie płakać, po prostu śmialiśmy się z tej atrakcji. Oczywiście jest to zespół grobowy i dla Irańczyków może on mieć inną wartość niż dla turystów z Europy, którzy średnio wiedzą kim był Abdullah-ebn-e Mahmoud żyjący w XIV wieku.

Trzęsące minarety
Pokaz wygląda tak: człowiek wchodzi do prawej wieży, trzęsie jej ścianami i po chwili zaczyna trząść się lewa wieżyczka :-)
Nocleg
„Mihan Hotel” przy ulicy Chahar Bagh (Paeen) – POLECAMY
Chahar Bagh Paeen Street ciągnie się przez 3,5 km (kończy się na wspominanym kilkakrotnie moście Si-o Se Pol). Wzdłuż tej ulicy znajdziemy kilka hoteli i hosteli. Wśród nich oblegany Amir Kabir Hostel, który jakoś nie przypadł nam do gustu – pewnie przez tłok przy recepcji! Pokój w „Mihan Hotel” jest skromny lecz co ważne czysty. Łazienki na korytarzu również są zadbane. W środku jest spokojnie. Trochę targowaliśmy się z właścicielem i stanęło na 700 000 riali za noc za 2 osoby – nie tak źle ;)

Mihan Hotel
W pokoju: 3 łóżka, stolik i krzesło, lodówka i telewizor. Koce i zestaw klapek ;)
Korytarz - II piętro

Może się przydać (mini cennik):
200 000 riali – bilet wstępu do Pałacu Czterdziestu Kolumn i ogród wpisany na listę UNESCO
25 000 riali – herbata w ogrodzie Pałacu Czterdziestu Kolumn
150 000 riali – bilet wstępu na wzgórze Ataszgh
200 000 riali – bilet wstępu do Menar Dżonban (Monar Jonban)
200 000 riali – bilet wstępu do Meczetu Piątkowego
200 000 riali – wstęp do kościoła Joseph w dzielnicy ormiańskiej
350 000 riali – za noc od osoby w hotelu Mihan Hotel przy Chahar Bagh Street